Wyzwolenie Pabianic


Odwiedzający naszą stronę zapewne wiedzą, że już w listopadzie 2006 zaplanowaliśmy uczcić 62 rocznicę wyzwolenia Pabianic z pod okupacji hitlerowskiej, i 21.01.2007 roku rozegrać tzwTeam Heat w aircombacie rc. Jasne było, że możemy się doigrać i przyjdzie nam latać na mrozie i śniegu. No to może dodawałoby realizmu (bo styczeń 1945 był raczej mroźny). No cóż słowo się rzekło , kobyłka u płotu. Ale ostatnie dni przed niedzielną bitwą nie napawały nas optymizmem. Huragan, a nawet jak mówili niektórzy orkan, przeszedł nad Polską w czwartek, w sobotę zaczęło padać, wiatr nie ustawał i wszystko wskazywało na to, że będzie niewesoło. Ale chyba szczytny cel zapewnił nam uśmiech fortuny i w niedzielę otrzymaliśmy od losu okno pięknej pogody akurat na czas bitwy.


Około 11 na lotniskach polowych mechanicy i piloci zaczęli przygotowywać samoloty do akcji.

O 11:45 odbyła się odprawa, na której sprecyzowaliśmy reguły gry, a Prezes naszego Stowarzyszenia Mieczysław Bartoszek w kilku zdaniach przedstawił udział lotnictwa w czasie operacji warszawskiej, podczas której zostały także wyzwolone Pabianice.


Reguły gry były proste myśliwce lotnictwa radzieckiego i LWP otrzymały taśmy czerwone z dowiązanymi 2m kawałkami taśmy niebieskiej. Samoloty Luftwaffe otrzymały taśmy niebieskie z dowiązanymi 2m kawałkami taśmy czerwonej. Samolot, któy tracił w boju końcówkę taśmy (co było widać dzięki dwom kolorom) musiał lądować i kończył swój udział w danej misji.

Strona przeciwna zyskiwała wtedy punkt.


Strona Armii Czerwonej miała z początku minimalą przewagę bo było pięć maszyn ją reprezentujących ( Wódz IŁ10, Rzeźnik I224, Ecik I224, Szerszeń IL10, Bogdan IŁ10)

Strona Luftwaffe cztery myśliwce (Młody Me 109, Cichy Me109, Wdowik Me109 i Papa Smerf Ta 152)

Front się zbliżał i każdy czuł, że już ziemia drży.

O 12:00 nastąpił pierwszy atak. Dziewięć silników zaczęło pracować prawie jednocześnie. Samoloty startowały kolejno pod wiatr następnie zawracały nad umówione pole bitwy i włączały się do walki. Dziewięć maszyn w powietrzu. Wszystkie silniki na pełnych obrotach Jest ciekawie. Cichy dość krótko jest w powietrzu bo gaśnie mu silnik zaraz po starcie i samolot nie nadaje się już do lotu w tej turze. Zatem pięciu “czerwonych “ na trzech “nazi”. Co chwila rozlegają się okrzyki “gdzie jest szwab”, “dawaj ruska”, “tego nie to swój”. Po kilku minutach walki Ecik uderza w ziemię. Już jest czterech/trzech. Potem zdaje się Młody zdejmuje wstążkę Szerszeniowi i w ten sposób jest trzech na trzech. Robi się luźniej. Mimo to ja w zasadzie nie jestem w stanie wypatrzyć przeciwnika. Raczej regularnie uciekam nie chcąc przypadkiem zestrzelić swojego. Pod koniec misji latają trzy maszyny Armii Czerwonej i dwie Luftwaffe. Wreszcie mija siedem minut. Samoloty wracają na lotnisko.


Ta runda kończy się wynikiem 1/1.

Druga runda rozpoczęła się ok. 13. Tym razem starutjemy 4/4 bo Ecik nie ma drugiej maszyny.

No Cichy ma pecha. Traci model. Walka przybiera na sile. Teraz Rzeźnik ma nawigatora -Ecika. Atakuje mnie bezpardonowo. Szerszeń zmusza kogoś do lądowania. W sumie to się pogubiłem. Wiem jedynie, że dolatałem do końca rundy z całą taśmą. A w cięciach znowu było 1:1. ale w takim razie do końca walki dolatały trzy maszyny radzieckie i dwie niemieckie.


Po przerwie na skromny posiłek znowu osiem samolotów ruszyło do ataku. I znowu jestem jakby w innym świecie. Wiem, że okrzyki typu: “dawaj go”, “uważaj z tyłu”, “w górę w górę”, “gdzie ten sk...?” nie docierały do mnie przez radio, wiem, że brakowało dźwięku maszynowych karabinów, wiem że nie ryzykowaliśmy życiem ale...atmosfera była prawdziwa. I radość z tego, że przeciwnik musi lądować, i radość z sukcesu kolegi z jednej eskadry.

Jak by nie było tym razem straciłem wstążkę i musiałem lądować. Rzeźnika zestrzelił swój i do końca tury dolatały dwa samoloty osi i dwa armii ze wschodu. Tym razem Cichy i Młody maszynami z czarnymi krzyżami, z białoczerwonymi szachownicami IL10 Wodza, a czerwone gwiazdy były do końca tury w powietrzu na samolocie Bogdana. Zatem w cięciach znowu 1:1.


No to było tak w stylu wojskowym A tak bardziej po ludzku. Dzięki temu, że przyjechali piloci z Wrocławia, Kielc bitwa była atrakcyjna. Andrzej Pikosz z Łasku przywiózł Kukuruźnika, niestety zabrakło mu czasu na przygotowanie tego bombowca do lotu i nie wspomógł strony czerwonej w locie. Za to pomógł nam organizacyjnie.


Koledzy z Wrocławia przywieźli także ze sobą swoje ESA. Mimo dość silnego jak na te maleństwa wiatru dali piękny pokaz walki tymi samolocikami. Widać, że są wlatani w swoje maszyny. Z tego co mówią latają codziennie. Niestety zajęty sprawami organizacyjnymi przegapiłem okazję i nie zrobiłem ani jednego zdjęcia tych ślicznych modeli.


To, że było coś ciepłego do zjedzenia to ogromna zasługa p. Jurka ( taty Młodego ale również członka naszego Stowarzyszenia,). Podjął się trudnego zadania obsługi grilla, i przygotował kiełbaski.


Hubert jak to już bywało wspomógł nas mierzeniem czasu.

Cichy (Paweł Szpak) miał do jednego z Messerchmittów zamontowaną kamerę. Niestety w stresie przed bitwą zapomiał włączyć zapisu i filmu z walki nie ma. Natomiast przed bitwą dokonał kilku przelotów nad polem i filmik mam nadzieję będziemy mieli.


Z ciekawostek to też był silnik w samolocie Mietka bo było to ASP 4ccm. Do tej pory żaden z nas nie odważył się na zakup silnika tej firmy. Trzeba przyznać, jednak, że motorek radził sobie przyzwoicie z napędzeniem IL10 a cena silnika jest bardzo atrakcyjna.


No i jeszcze jedno spostrzeżenie. Mimo iż latało nas więcej niż zwykle bo 9 potem 8 na raz. Nie było ani jadnego zderzenia. Samoloty nie były wolne. Wszystkie prezentowały dobry europejski poziom a jeśli chodzi o szybkość to tzw przez niektórych wschodnioeuropejski czyli ponad przeciętną. Ale piloci myśleli. Nie wpadali w tłum byle coś obciąć, jak na normalnych zawodach aircombat. .Nie atakowały się wzajemnie tylko dwie maszyny jak w dogfight'cie. Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni ale może coś w tym jest. Był to pierwszy “Team Heat” w którym brałem udział. Nie wiem czy nie pierwszy w Polsce. Zresztą była to nowość dla każdego z uczestników. Zupełnie inne latanie zupełnie inna taktyka jest potrzebna aby odnosić w tym sukcesy.


Ponieważ na odprawie ustaliliśmy, że liczymy tylko punkty za cięcie taśmy przeciwnika to spotkanie zakończyło się remisem. Gdybyśmy liczyli także punkty za dolatanie samolotu do końca tury to Armia Czerwona wygrała (zreszta zgodnie z historią)


Zdjęcia jak wiecie są tutaj.

Mam nadzieję, że kilka zdjęć z Wrocławia też się znajdzie.

Tomasz Śmigielski