EUROCUP ŻARY 2005 POLSKA Moje wrażenia.
01.05.2005 odbyły się pierwsze w tym roku zawody do Pucharu Polski w Aircombat 1/12 i 1/8. Punkty zdobyte na tej imprezie liczyły się też do Eurocup 2005. Wyniki i listę zawodników można zobaczyć na załączonym zdjęciu.
W tym artykule chciałem podzielić się moimi subiektywnymi wrażeniami.
Dojechaliśmy do Żar w sobotę ok 17. Po obiedzie i krótkim wypoczynku w hotelu, poszliśmy na lotnisko. Był tam już Mirek Urbański i Janusz Porada ciężko pracujący aby przygotować lotnisko na jutrzejsze zawody. Gdy popatrzy się ile trzeba włożyć pracy,ile rzeczy trzeba zorganizować, ilu ludzi namówić do współpracy aby przygotować choćby jednodniowe zawody aircombat to nie ma się co dziwić, że jest ich tak mało w Polsce.
W niedzielę po śniadaniu ok 9:30 pojechaliśmy na lotnisko. Było już sporo zawodników. Przyjechali Czesi, Niemcy i kilku nowych zawodników z Polski. Podobno to zasługa publikacji w modelarzu kalendarza imprez w AC. Co ciekawe z zagranicy ludzie przyjeżdżają bo znajdują informację w Internecie, w Polsce głównym źródłem informacji nadal jest wydawany z opóźnieniem kilkustronicowy szalenie ciekawy i interesujący “Modelarz”.
Zaczęliśmy szykować samoloty do walki. Zygmunt oblatywał model i regulował silnik.
Na odprawie ok 11. potwierdzona została informacja o czterech turach. Szykowało się bardzo dużo latania. Wylatać trzy tury w ciągu dnia to już jest spore obciążenie dla zawodnika i sędziów. Cztery tury + finał to już ciężka praca.
Pogoda była piękna, aż za dobra.
Cóż o lotach to mogę opowiedzieć swoich i Zygmunta. Pierwsza kolejka moja była dość pechowa. Stary wysłużony Typhoon z MVVS3.5 ruszył szybko do boju dzięki Zygmuntowi. Chmara Messerschmitów i Kawasaki na niebie. Czasami jakiś Ił-sturmovik. Kolana się trzęsą, ręce też. Po ok 2.5 minuty walki nagle Typhoon korkociągiem skierował się do ziemi i zakończył karierę bojową. Punktów mało.
Zygmunt latał w trzecim kole. Silnik nie chodził tak jak powinien. Międzylądowanie start i znowu wyraźnie źle pracujący silnik. Nikogo nie dogonił. Ciekawostką była walka Zygmunta z pojedynczym Messerchmittem. Nie napiszę przez kogo był on pilotowany bo myślę, że i tak najadł się wstydu. W czym rzecz: chłopak stwierdził, że mu się coś może urwać w samolocie jak będzie walczył, więc uciekł w górę chyba 100m i latał od wsi do wsi patrząc czy już kura jajko zniosła a czy kot mleko wypił. Nie wiem czy dostał – 50 za unikanie walki ale na pewno nie włączył się do niej po ostrzeżeniu i zdyskwalifikowany nie został. Nie można przyjeżdżać na zawody AC z jednym modelem i jedną myślą jak go uchronić przed stratą. Aircombat to bitwa powietrzna a nie wyścigi.
Inna ciekawa walka Zygmunta to walka z J.R. Skotnicą. Obaj mieli KI64 ale silniki były różne. Zygmunt bronił się doskonale mimo źle pracującego silnika zdołał obronić się przed kilkuminutowym pościgiem i atakiem sławy czeskiego AC.
Piękna walka to bitwa dwóch Czechów: Dan Pek vs Jakub Rampa Skotnica. Me 109 vs Kawasaki 64. Szybkość waleczność i precyzja. Ale opisać to ja tego nie potrafię.
Drugą i trzecią kolejkę latałem Spitfire. Spisał się znakomicie i podjął w miarę równorzędną walkę z szalejącymi wydłużonymi Messerschmittami i Kawasaki ale nie udało się żadnego zestrzelić (zrobić cięcia). Dopiero czwarta runda dała mi nadzieję na udział w finale bo udało mi się urwać kawałek taśmy zdaje się, że był to Me109.
Tu uwaga: W jednej walce gdy sędziowałem kolega latając Ił 10 z potężnym w porównaniu do 2.5ccm motorem jakim jest MVVS3.5 wkręcił się w taśmę przeciwnika i silnik zgasł a taśma się nie przecięła. Moje cięcie balsowym Spitfirem omal nie skończyło się tragicznie bo śmigło taśmy nie przecięło natomiast taśma nadcięła skrzydło i gumę mocującą skrzydło. Chyba taśmy były za “nowe” ?
W finale zostałem zestrzelony nikogo nie strąciłem i zostałem na 7miejscu.
Ciekawostką był całkowity brak zderzeń. Kilka kraks wynikających z błędów, zmęczenia i zawodnego sprzętu.
Na koniec zrobiliśmy pokaz IWW 1/8. Eindecker, który zyskał nie wiedzieć czemu przydomek “obrzympołek” dzielnie walczył z doskonałym Bristolem. Też taśma była w śmigle i też się nie urwała. Samoloty latały powoli jak na IWW przystało i uciechy było dużo.
To są moje wrażenia. Jak ktoś z uczestników napisze coś to chętnie opublikuję. A tu są zdjęcia.
Tomasz Śmigielski