PUCHAR POLSKI ACES 2008 maj Wrocław


Zawody we Wrocławiu odbyły się 17 maja 2008.

Loty rozpoczęły się ok 10:30. Podobnie jak w Lubinie przyjechało 20 zawodników. To już wróżyło dobre zawody. Pogoda także była idealna. Lotnisko Aeroklubu Wrocławskiego duże. Dla nas jednak wydzielono malutki skrawek na skraju. Zasługa to powiedzmy jakiegoś tajemniczego pana, który za modelarzami nie przepada.

Samo pole walki: wykoszony pas trawy ok 30 m. za nim pole rzepaku. Rzepak dorodny wysoki wróżył problemy ale o tym potem.

Pierwsze kolejki odbyły się sprawnie. W drugiej turze organizatorzy musieli przesunąć ułożenie linii startowej i bezpieczeństwa po modele wlatywał na teren lotniska zakazany dla nas. teraz lataliśmy pod skosem do rzepaku i bardziej pod słońce ale i tak walki były ładne i humory dopisywały mimo zwiększonej ilości przekroczonych stref bezpieczeństwa ze względu na skośne ułożenie linii bezpieczeństwa do linii odniesienia jaką był mój ulubiony rzepak.

Napisać jak zwykle mogę o swoich walkach. Trzy kolejki Mustangiem w każdej udało się złapać taśmę atakującego mnie przeciwnika co zaskutkowało awansem do finału. W trzeciej turze przez skrzydło mojego Mustanga przeleciał opancerzony(czyt. całolaminatowy) Tank (Ta152H) Rzeźnika. Marek znowu zapracował na swój przydomek – zdaje się nie zauważył nawet tego kila. Mustang został sprowadzony do ziemi rozpaczliwym wyłączeniem silnika i pełnym dołem na drążku aby w strefę nie wlecieć.

Trzeba powiedzieć że pierwszą kolejkę Marek latał Hurricanem. Potem dopiero wyciągnął swoją Wunderwaffe. Jest w tym roku naprawdę niebezpieczny. Przyjemnie też było popatrzyć na Corsairy Bogdana Robaka i Piotrka Miszczyka. Oba cały czas w akcji. Cały czas zwijające się w zwrotach za uciekającymi przeciwnikami. Najszybciej chyba znowu latał, atakował i uciekał Baron swoim Me109H.

Eskadra Hunters w pełnym składzie

Finał. Tu latałem Typhoonem. Webra 25GT doskonale radziła sobie z napędzeniem tego samolotu. Gdzieś po minucie walki miałem już cięcie. Zadowolony z dzikimi okrzykami znowu zawróciłem do kłębowiska samolotów. W tym czasie Wojtek Krajnik swoim Me109 wybrał akurat tą samą wysokość i kurs różniący się o 180 stopni. No i w pewnym momencie oba modele zanalazły się w tym samym miejscu czasoprzestrzeni tyle, że obrócone do siebie przodem. No a potem to mój nowy silnik spadł oddzielnie, stary Typhoon oddzielnie, Me 109 w kilku częściach także spadł. Po walce podchodzi do mnie Zbyszek Kania i radośnie oświadcza, że raczej silnik to straciłem, bo wpadł tak jak i model w pole rzepaku, z tym że silnik mniejszy i spadał szybciej i gdzie indziej. Tak w sześciu poszliśmy szukać. Kto w upale nie chodził przez godzinę w polu dojrzałego rzepaku ten tego nie zrozumie. Na koniec gdy już mówiłem, żebyśmy wracali Janek znalazł mój motorek - razem z prawie pełnym zbiornikiem. Panowie jestem waszym dłużnikiem.

Potem była IWŚ. Dwie kolejki. Piękne walki. Starty z ręki. Lądowania w większości kapotaż. Wydaje się, że do zorganizowania zawodów w IWŚ trzeba jednak kawałka pasa startowego.

Zawody przeprowadzone zostały sprawnie. Był bufet - co prawda bez wody mineralnej - ale inne napoje były. Był posiłek dla pilotów. No i także obsługa medyczna.

Sędzia Główny Marian Miszczyk zafundował nagrodę niespodziankę. Idea nagrody niespodzianki, jest taka, że losuje się laureata spośród startujących. W ten sposób każdy ma szansę wrócić z zawodów z nagrodą mimo pecha podczas lotów. Dla wszystkich były dyplomy, i upominki. Za miejsca na podium puchary.

Wielkie dzięki dla organizatorów.


Wyniki ACES 1/12
Wyniki 1/8
Zdjęcia

Tomasz Śmigielski