EASG 2009 ZNOJMO CR

Zawody rangi mistrzostw Europy w grze aircombat RC w tym roku zorganizowali Czesi. Po ich wielkim sukcesie w Fano już 31-08-2008 ustalili, że zrobią.

13 -10 - 2008 utworzyli stronę dotyczącą EASG i zaczęli od ustalenia wysokości opłaty startowej 55EURO tak samo jak we Włoszech (to ważne).

My w Polsce zaczęliśmy w styczniu. Kolejno zgłaszali się zawodnicy, wypełniali mozolnie formularze z datami urodzenia, miejscem zamieszkania dobrze, że imion i zgody rodziców nie trzeba było.

Luty 2009 częstują nas organizatorzy miłym wezwaniem do ubezpieczenia się na własny koszt. Suma ubezpieczenia ma być co najmniej 100 000EURO co w naszych warunkach kosztuje każdego chcącego brać udział dodatkowe 60zł. (We Włoszech kto był ubezpieczony, płacił mniejsze startowe)

Kwiecień 2009 dramatyczne wezwania do ubezpieczenia się. No to się ubezpieczamy - dzięki Arkowi Pacuszce idzie to sprawnie.

No do lipca to mamy spokój. Co prawda zapytanie w lipcu o zakwaterowanie w namiotach skutkuje odpowiedzią, że za rozbicie namiotu trzeba będzie zapłacić ale przecież tylko 30Koron dziennie czyli ok 1,2 Euro.

Inne pytanie o reguły IWW pozostaje z głupią odpowiedzią o aktualnych regułach aces wwI - zapewniam, że w tych dniach takich reguł choćby ustalonych przez NC'ów nie było (o regułach ustalonych w głosowaniach to w ogóle nie ma co mówić bo takiego nigdy nie było)

Jedziemy. Jedni wcześniej, inni (ja między nimi) dopiero w dniu rejestracji. Kto był w Model City trafił łatwo, kto nie, ten drogowskazu o EASG nie widział.

Czechy witają nas upałem. Przyjeżdżam, składam modele, idę się zarejestrować. Dość sprawnie to idzie bo modele znane, mierzyć ich nie mierzą, jedynie waga. A zaraz potem miła niespodzianka płacimy nie 55 ale 60 Euro. Za to dostaję koszulkę z nadrukami sponsorów. To na razie mój najdroższy T-shirt.

Zbiera się cała ekipa. Koledzy, którzy byli wcześniej zajęli spory obszar pola namiotowego, zatem zmieściły się wszystkie nasze namioty, koło siebie. Wieczorne rozmowy o naszych szansach na sukces. Nie jestem takim optymistą jak koledzy. Idziemy spać





Dzień drugi. Upał. O 9:00 uroczyste otwarcie. Wojtek Krajnik wkłada dres reprezentacji Polski, bierzemy flagę na dość dłuuugim kiju (wędce). No i tu jesteśmy najlepsi. Wojtek do najniższych nie należy plus długość wędki daje nam ewidentnie najwyżej powiewającą flagę na otwarciu co wzbudza w nas wiele entuzjazmu.



Zaczynają się walki. Nasi piloci mają może trochę pecha ale bardziej widać w nich wyraźny brak ciągłego treningu naszych pilotów, i udziału w dużych zawodach. A to silnik zgaśnie tuż po starcie, a to nie odpali w czasie. Znam kolegów z wielu zawodów w Polsce. Wiem jak latają. Choć niektórzy mnie zaskakują. Nietypowo poleciał Marcin. Zaatakował juz od pierwszych sekund. W przeciągu minuty miał ciecie, kila i zakńczoną rundę. Wspaniale zachował się Jacek , który mimo bardzo młodego przecież wieku, leciał rozważnie. Rozsądnie i atakował i uciekał swoim charakterystycznym Sumem.

Ok 11 na pole nad którym odbywają się walki wjeżdża grupa kombajnów i zaczynają żniwa. Motory stop, modele na ziemię i czekamy aż skończą. No swego rodzaju ciekawostka. Po tej niezwykłej przerwie dalsze loty.



Druga tura lepsza większość naszych pilotów ze stresu już się otrząsnęła i II kolejka prawie u każdego skutkowała lepszym wynikiem.

Ten dzień był nieprawdopodobny jeśli chodzi o ilość niebezpiecznych wlotów modeli po za strefę bezpieczeństwa. Ja widziałem cztery ale w sumie osiem było wszystkie bardzo niebezpieczne cztery uderzały po za siatką chroniącą widzów.

Po zakończeniu tej tury piloci IWW mieli się zebrać i ustalić reguły IWW. No zebrali się, coś tam poustalali. Ja po zakończeniu lotów poszedłem wziąć prysznic (ciepła woda), kupić i zjeść obiad i pochować na noc modele. Gdy wróciłem widzę latające w powietrzu cztery modele dwupłatów. Widzę, że walczyć nie walczą zatem trening. Po kwadransie do namiotu podchodzi Zbyszek i Arek i klną na czym świat stoi. Okazuje się, że sędziowie zabronili im atakować taśmy przeciwników. No to o co tu do cholery chodzi. Czy to walka, czy parada?!.

Zaczynają się protesty pilotów z Estonii,Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Polski. Chyba niektórzy Czesi też są zawstydzeni. Kolejne walki już wyglądają lepiej. A nasi piloci są jednymi z lepszych.




I tak do wieczora. A wieczór ciepły mimo nadchodzących chmur suchy. Jemy kolację. Rozmawiamy. Zbyszek nawiązuje stosunki dyplomatyczne z pilotami ze wschodu, przez co zyskuje przydomek ambasadora. Potem także Wojtek zaczyna się udzielać międzynarodowo i przydomek 'poliglota' jest wielce uzasadniony.

Sobotni ranek wita nas temperaturą ok 18 stopni i silnym zachmurzeniem. Wiatr się wzmaga. Odprawa. Dramatyczny apel organizatorów o ostrożne latanie, uważać, nie latać prostopadle do linii bezpieczeństwa itd. itp. Bardzo szybko zaczynamy loty. W kurtkach wychodzimy na start. Niestety ok 12 zaczyna się ulewa, przerywa zawody. Nadzieje, że deszcz ustanie są coraz mniejsze. Kilkakrotnie pytam organizatorów czy będziemy dzisiaj jeszcze latać. Nikt nic nie wie. Ok 16 otrzymuję odpowiedź nie, nie latamy a pilot party o 20:00.. Idziemy do namiotów i domków. Namioty zalane. Błoto. Oj nieciekawie. Niektórzy śpią. Nagle ok 17:30 przestaje padać a na linii startów pojawiają się piloci. Krzysiek ma startować w tej walce. Budzimy go, szuka modelu, skrzynki. Bignie na linię gdy inni juz odpalają. Silnik zalany wodą nie chce odpalić. Coś to jest nie tak. Dlaczego piloci z Niemiec i Czech byli na starcie tyle czasu przed nami.

Do wieczora kończymy kolejkę. Lata jeszcze WWI. Choć nikt nie wie, kto ,kiedy i którą turę ma lecieć jakoś to zostaje przeprowadzona. Na mój słownik - to się nazywa improwizacja.


Potem pilot party. Czekamy. Jest zespół czeski, grający miłą muzykę taką jakby country. Trochę głośno. Stół szwedzki czy morawski. W każdym razie można jedzenie brać. Kupujemy piwo, Jemy pijemy, gadamy. Loteria. A w ten sposób - na drodze- losowania, zostają wręczone wszystkim pilotom nagrody-upominki. Mam niewiarygodne szczęście i jestem wylosowany do głównej nagrody - silnik ASP.25. Po losowaniu wracamy do stołów. Jest ok 22:30. Krzysiek idzie kupić piwo i wraca z radosną wieścią: Panowie piwo dla pilotów za darmo. Ho, ho to idziemy. O 23:00 ten numer już nie przechodzi bo było za darmo ale do 23:00.

Tańce, śpiewy ogólnie miło. Zespół kończy występ. Ok 01. wracamy. Rano półfinały

Niedziela już pogoda lepsza. Choć wiatr bardzo silny. Andrzej w półfinale przesuwa się o dwa miejsca i jako najlepszy z Polaków kończy zawody na 15 miejscu.






Walka w IWW była dla nas jeszcze bardziej emocjonująca, bo tu nasi zawodnicy należą do czołówki światowej. Wszyscy wypadli bardzo dobrze, Piotr Eciak zdobył II miejsce, siódmy był Wojciech Krajnik co u nas w Polsce do finału go klasyfikowało.

Zakończenie. Uroczyste ok 13. Nasz najmłodszy kolega Jacek Eciak upominek dla najmłodszego zawodnika otrzymał. Piotrek na podium jako wicemistrz a ja jako NC dzięki kolegom latającym IWW,odbierałem medal za III miejsce zdobyte drużynowo w tej konkurencji.









Na zakończenie koledzy, którzy się zameldowali oprócz 30 koron za namiot/dobę jeszcze za siebie

po 80KC/dobę/osobę popłacili.

Powrót ok 14:30 ruszyłem w drogę powrotną by po 7 godzinach trudy walki i kurz bitewny we własnej łazience zmywać.

To była relacja. Jak to podsumować. W jakim stanie jest polski aircombat.

Powiem tak gdy pierwszy raz byłem na WASG było nas trzech. Najlepszy wtedy Kiler był 15 ja 43. średnia na pilota wyszła 716 punktów. a zdobyliśmy ich 2148. Teraz najlepszy był 15 Andrzej Żelazowski. 6174 punkty zdobyliśmy a 617 punktów na pilota. Czyli poziom latania polskich pilotów mniej więcej stały, za to jest nas dużo więcej a jak by nie patrzyć wojnę w ten sposób wygrać można.(jak nie przymierzając jastrzębie Stalina)

IWW od samego początku czyli 2005 roku polscy piloci wypadają dobrze i raczej tu kompleksów na pewno mieć nie musimy.

Dzięki Prolot, Cyber-fly i jednostkowej ale dobrej produkcji Szerszenia jest w Polsce dostępne wiele zestawów do aircombatu. Mamy takie same silniki, paliwa, śmigła, aparatury.

Brakuje nam wyraźnie treningu i że tak powiem rutyny zawodniczej bo jak nazwać przypadki lądowania, zaraz po starcie, po za strefą lądowań, start z opóźnieniem kilku minut gdy inni już dawno taśmy potracili, czy lot na źle wyregulowanym silniku.



Inne spostrzeżenie to piloci z Ukrainy, Białorusi już nie latają na Stuka czy malutkimi Migami

Ich Nakajimy, Fairey Battle są już tak samo groźne jak czeskie czy niemieckie. Wypadałoby zacząć jeździć na zawody w Białorusi czy Ukrainie.

Organizacyjnie zawody, zwłaszcza IWW były raczej improwizowane. Wiele gorzkich słów nasłuchał się Zbyszek Wdowikowski za EASG 2007 we Wrocławiu, który w sumie nie z jego winy na jakichś łąkach nad Odrą się odbywał. EASG2009 mimo doskonałego miejsca w Model City wiele lepiej zorganizowane nie były. W jednym jednakże niezaprzeczalnie są liderem. Koszty jakie ponieśli zawodnicy aby wziąć w nich udział są na razie po za wszelką konkurencją.


Wyniki


Zdjęcia


Tomasz Śmigielski